sobota, 22 sierpnia 2015

rozdział pierwszy

Megan's POV


- Nie mogę uwierzyć, że to już ostatni rok! Dopiero co byliśmy nowi w tej szkole! - pisnęła Alex.
- Taa - westchnęłam.
- Co z tobą? To ty mi zawsze mówiłaś, że nie możesz się doczekać ostatniej klasy, a przede wszystkim balu.
- Nie chodzi o to. Po prostu odkąd jestem z Cameron boję się, że w szkole wszystko się zepsuje. Uwierz mi, że przyjaźń jest milion razy łatwiejsza - podniosłam kącik ust do góry.
- Przecież się kochacie, więc w czym problem? - wyrzuciła ręce w górę.
- Jeszcze pytasz? Wiesz jaki jest Cameron przy ludziach, chce pokazać, że jestem jego i tylko jego, a to mega wkurzające i mimo, że jesteśmy ze sobą ledwo miesiąc, już mieliśmy z tysiąc kłótni przez to.
- Jak coś to go postawię do pionu - puściła do mnie oczko, a ja zachichotałam.
      Alex to najlepsza przyjaciółka na świecie, zawsze potrafi mi doradzić, pocieszyć, ale gdy ma być poważna, to jest gorsza od mojej mamy, serio.
- O wilku mowa - szepnęła.
      Odwróciłam się i zobaczyłam Camerona, który szczerzył się jak idiota. Gdy podszedł, a raczej podbiegł do nas przywitał się z Alex, a następnie mnie pocałował. Uwielbiałam czuć jego usta na swoich, był taki delikatny i to było moją słabością.
- Sorry, że wam przerywam tak romantyczną chwilę, ale spóźnimy się na lekcje - rzuciła moja przyjaciółka i pociągnęła mnie w stronę klasy.
- Jedno pytanie: co teraz z tobą? Przywitałam się tylko z nim - syknęłam.
- Powstrzymałam was od zjedzenia się - prychnęła. - Nie musisz dziękować.
      To było dziwne, jednak nie miałam ochoty teraz na rozmowę o tym. Musiałam się przygotować psychicznie na lekcję matematyki. Jak zwykle okropnie się nudziłam i zamiast słuchać nauczycielki, rysowałam jakieś dziwne rzeczy po zeszycie, który nazwałabym bardziej brudnopisem niż czymś na notatki z lekcji. No, ale kto nie rysuje po zeszycie? Chyba tylko kujoni - na tą myśl się zaśmiałam i oczywiście mi się oberwało.
- Panno Forbes, może opowiesz nam co jest takiego śmiesznego?
- Nic, przepraszam - poprawiłam się na krześle i patrzyłam na kołnierz koszuli, nauczycielki. Kiedyś przeczytałam, że to najlepsze miejsce, ale nie wiem dlaczego.
      Oczywiście nie słuchałam jej, tylko błądziłam gdzieś w myślach, nigdy nie byłam dobra w skupianiu się, każda najmniejsza rzecz mnie rozpraszała.
      Reszta lekcji minęła tak samo wolno, ale taka już jest szkoła. Wychodząc z budynku spotkałam Camerona i Alex, chcieliśmy ją zabrać, ale ta stwierdziła, że pojedzie autobusem.
- Zauważyłaś, że ona się ostatnio jakoś dziwnie zachowuje? - zapytał brunet, kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle.
- Zauważyłam, może to przez to, że spędzam z nią mniej czasu odkąd z tobą jestem, sama nie wiem.
- Jeśli to jest powód, to jest to głupi powód. Powinna to do cholery uszanować, w końcu się przyjaźnimy.
- Hej, spokojnie - położyłam swoją dłoń na jego. - Nie wiem czy o to chodzi, to tylko sugestia.
- Nieważne. Idziesz na imprezę w piątek? Wiesz, na tą organizowaną przez szkołę - spojrzał na mnie na ułamek sekundy i znów zaczął się koncentrować na drodze.
- W sumie czemu nie i tak nie będę miała pewnie co robić.
       Zanim się obejrzałam, byłam już przed drzwiami, czekając aż mama mi łaskawie otworzy. Kiedy w końcu to zrobiła mogłam poczuć jak unosi się zapach kurczaka, którego uwielbiałam.
- Boże mamo, kocham cię - rzuciłam wszystko na podłogę i od razu poszłam po jedzenie.
- Smacznego, ja teraz muszę wyjść - nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, a jej już nie było. Wzruszyłam ramionami i zabrałam się za jedzenie.
      Leżąc bezczynnie na kanapie, postanowiłam, że spotkam się z Alex. Chwyciłam komórkę, wybrałam jej numer i czekałam aż odbierze, jednak stało się całkiem odwrotnie. Rozłączyła się. Próbowałam się z nią skontaktować jeszcze kilka razy, ale ciągle to samo. Okres pewnie dostała. Zrezygnowana poszłam do łazienki. Gdy otworzyłam drzwi, prawie co nie dostałam zawału. Przez okno wchodził jakiś złodziej, szybko wzięłam coś co było blisko mnie, czyli parasolkę i nie patrząc na nic uderzyłam z całej siły w jego głowę. Nie było to do końca przemyślane, ponieważ zamiast wypaść na dwór, ten spadł na podłogę, a z szafki spadły dwa porcelanowe pudełka. W tamtej chwili jednak nie liczyło się to, już chciałam iść po komórkę gdy usłyszałam jak coś mówi.
- Nie dzwoń po policję! - krzyknął.
- Że co proszę?! Prawie mi się do domu włamałeś! Gdybym cię nie powstrzymała już dawno bym leżała nieprzytomna, a ty byś szczęśliwy brał wszystko co wartościowe. Oczywiście, że zadzwonię po policję! - prychnęłam,
- Złodziej? Jezu, nie! Daj mi 3 minuty, a ci wszystko wytłumaczę!
- Ani sekundy dłużej - oparłam się o framugę drzwi i patrzyłam jak tamten próbuje się podnieść, nawet nie myślałam o tym, aby mu pomóc. Ile razy w filmach było, że ktoś podał rękę, a ten ktoś pociągnął tą osobę i, ach z resztą nieważne.
- Nie jestem złodziejem, uciekałem. Nie pytaj przed kim, po prostu uciekałem, widziałem otwarte okno, więc skorzystałem z okazji. Ale powiem ci, że kurwa nie musiałaś mnie walnąć! Co to było? - syknął, trzymając się za tył głowy.
- Parasolka, ale czy nie mogłeś nie wiem, przez drzwi wejść? Na zawal bym zeszła! Jeszcze jestem sama, co ty sobie myślałeś?!
- Parasolka? Boże idiotko!
- Trzy minuty dawno minęły, a ja mogę nadal zadzwonić na policję, więc mnie nie wyzywaj w moim własnym domu! A teraz wynocha.
- Pójdę, ale daj mi jakiś bandaż - po wielu próbach w końcu udało mu się wstać i o dziwo był o głowę wyższy i wtedy już nie mogłam nic wrednego powiedzieć, zatkało mnie.
- Umm, jasne, czekaj - pobiegłam szybko do kuchni i zaczęłam szukać po szafkach, kiedy w końcu miałam go w rękach wróciłam do łazienki, jednak chłopaka już nie było.
- Kurwa, gdzie on jest - złapałam się za głowę i zaczęłam myśleć o tym gdzie mógł pójść. Poszłam do salonu - nic. Sypialnia rodziców - nic. Po drodze do pokoju gościnnego zauważyłam, że drzwi od mojego pokoju są otwarte, a byłam pewna, że je zamknęłam. Weszłam do pokoju, a mój serdeczny gość oglądał sobie moje zdjęcia, powieszone na ścianie.
- Czy ciebie do reszty popierdoliło?! - myślałam, że się jakoś wytłumaczy, ale ten tylko wziął bandaż i poszedł w kierunku wyjścia. - Gdzie teraz znowu idziesz?
- Miałem się wynosić - wzruszył ramionami.
- Czekaj - przeczesałam ręką włosy i wypuściłam z ust powietrze. - Mówiłeś, że uciekałeś, więc ten ktoś nadal może tam być, tak?
- Martwisz się o złodzieja?
- Jestem przewrażliwiona i martwię się o wszystko, więc nie myśl, że jesteś wyjątkiem - skrzyżowałam ręce.
- Nawet tak nie powiedziałem.
- Cokolwiek. Zostań tu jeszcze chwilę, a ja pójdę zobaczyć czy ktoś tu się kręci, a ty w tym czasie załóż sobie ten głupi bandaż.
     Obeszłam cały dom, ale ani żywej duszy. Wracając zorientowałam się jak wielką idiotką byłam, zostawiając go samego w moim domu. Dlaczego w ogóle mu pozwoliłam zostać i sprzeciwiłam się gdy ten chciał iść? Idiotka do potęgi! Gdy dotarłam do środka na szczęście siedział na miejscu.
- Nie ma nikogo, więc możesz już iść.
- Wyganiasz mnie? - spojrzał na mnie ze złością.
- Nie, tylko, po prostu - no i już wie, że kłamię, świetnie. - Nie chcę, żeby mama tu wróciła jak ty tu będziesz.
- Wiesz, jesteś okropną hipokrytką - na te słowa moje oczy otworzyły się do rozmiarów niemożliwych. - Najpierw mówisz, że mam trzy minuty, a nadal tu siedzę, chcę wyjść, ale mówisz abym został, bo mogą nadal tam być, a teraz znów mnie wyganiasz. Co z tobą nie tak dziewczyno?
- Co ze mną? Co z tobą?! To nie ja włamuję się do twojego domu przez głupie okno od łazienki! I to nie ja psuję ci porcelanowe pudełka!
- Przypominam, że to ty mnie uderzyłaś parasolką! Jak totalna idiotka! - wyrzucił ręce w górę. - Wiesz co, serio sobie pójdę.
- Jasne, nie ma za co, nie musisz dziękować za pomoc! - krzyknęłam, a drzwi zamknęły się z hukiem. Kutas - wywróciłam oczami. - Jeszcze muszę posprzątać w łazience, no świetnie.
      W trakcie sprzątania, zrobiłam sobie wiele rozcięć na dłoniach, a one okropnie szczypały. Zdezynfekowałam wszystkie (tak mi się przynajmniej wydawało), przykleiłam plastry i dumna poszłam się położyć. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

      Gdy się obudziłam, panowała całkowita ciemność. Odblokowałam telefon, aby sprawdzić godzinę, jednak powstrzymała mnie jasność, która mnie całkowicie oślepiła, minęła chwila zanim mogłam na dłużej niż sekundę spojrzeć na wyświetlacz.
- Trzecia, ugh - westchnęłam.
      Zanim znów zasnęłam, włączyłam budzik, aby nie zaspać do szkoły, jeszcze tego by mi brakowało. Nie wiedziałam, że nie będę mogła dalej spać, wierciłam się i wierciłam. W końcu do głowy przyszedł mi pomysł liczenia baranków, zawsze mnie to uspokajało i potem jakoś zaśnięcie samo przychodziło. Jeden baranek, drugi baranek, trzeci baranek, czwarty baranek, piąty baranek, szósty baranek, siódmy, ósmy baranek, dziewiąty baranek, jedenasty, dwunasty.... dwudziesty i zasnęłam.

      O dziwo obudziłam się pół godziny przed okropnym dźwiękiem mojego budzika. Wyczołgałam się z łóżka, podeszłam do mojej szafy i stanęłam przed ogromnym wyzwaniem, inaczej zwanym - wybraniem stroju do szkoły. Po kilku minutach w końcu zdecydowałam się na czarne legginsy i bluzę, w której, według mnie, wyglądałam uroczo. Mimo, że była połowa września, pogoda nie była zbyt ciekawa. Gdy byłam już w łazience, załatwiłam swoje potrzeby, rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej. Ustawiłam odpowiednią temperaturę wody i zaczęłam rozkoszować się ciepłem. Kiedy moje ciało było w stu procentach mokre, chwyciłam za mój żel o zapachu pomarańczy i dokładnie się umyłam. Spłukałam z siebie pianę, zakręciłam wodę i wychodząc omal co się nie wywróciłam, cała łazienka była w parze. Wytarłam ręką lustro i spojrzałam na swoje odbicie, pierwszy raz odkąd pamiętam nie miałam wielkich sińców pod oczami. Czasami warto pójść wcześniej spać. Na samym początku umyłam zęby, później wytarłam swoją twarz,aby była gotowa do nałożenia makijażu. Nie było go jakoś wiele, ale jednak był. Korektorem zakryłam wszystkie swoje niedoskonałości, a następnie nałożyłam puder. Maluję się jak chcę, więc nie oceniajcie mnie. Dla mnie podkład nie jest do niczego potrzebny, prawie to samo co korektor. Na koniec jeszcze maskara i moja twarz była gotowa.
- No to teraz włosy - westchnęłam.
Nie bardzo chciało mi się je suszyć, ale nie mogłam iść do szkoły w mokrych. Po około dziesięciu minutach byłam gotowa z nimi, postanowiłam, że nie będę ich wiązać ani nic tylko zostawię tak jak są. Ostatnią rzeczą jaka mi pozostała to ubranie się, co nie zajęło mi zbyt długo.
      Wróciłam do pokoju i spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby. Telefon, słuchawki, gumę do życia, gumki do włosów, szczotkę, mgiełkę i jakiś notatnik. Ubrałam już buty i poszłam do kuchni coś zjeść, spojrzałam na zegar i miałam jeszcze 10 minut do przyjazdu Cameron. Zdecydowałam się na płatki z powodu braku czasu na przygotowanie czegoś bardziej wykwintnego. Gdy już byłam gotowa, usiadłam i w spokoju zaczęłam jeść. Nawet nie skończyłam gdy dostałam SMS'a, że mam już wyjść. Postawiłam miskę w zlewie, wzięłam swoją torbę i opuściłam dom.
- Hej - usłyszałam głos Cam'a gdy siedziałam już obok niego. - Jak tam?
- Hej - cmoknęłam go w policzek. - Muszę ci coś powiedzieć, ale to podczas lunch'u.
- Umm, okej? - zaśmiał się. - Ładnie wyglądasz - na ten komplement się zarumieniłam, typowa ja. - Słodka jesteś.
- Przestań - schowałam twarz w dłoniach. - Zawstydzasz mnie.
- Wiem.
      Później rozmawialiśmy o głupotach czyli między innymi o szkole i tej całej imprezie, która odbędzie się pojutrze. Droga do szkoły nie była długa, a czułam jakbyśmy jechali już z godzinę, gdzie nie minęło nawet dziesięć minut. Jednak moje prośby o szybszy dojazd zostały wysłuchane i w końcu chłopak zaparkował swój samochód. Cameron złapał mnie za rękę i splótł razem nasze palce, co było słodkie.
      O dziwo nie zauważyłam nigdzie Alex, starałam się jej wyszukać wzrokiem, ale nic z tego. Mamy razem pierwszą lekcję, więc zobaczę czy przyjdzie. Pożegnałam się z Cameronem i ruszyłam w stronę klasy, gdzie miała się odbyć lekcja z literatury angielskiej. Zajęłam swoje miejsce, a za chwilę usłyszałam dzwonek. Do klasy zaczęli przychodzić uczniowie, ale wśród nich nie zauważyłam mojej przyjaciółki. Pewnie chora - pomyślałam. Starałam się skoncentrować na słowach nauczyciela, ale oczywiście nic z tego, bo mój umysł musiał sobie przypomnieć o sytuacji z wczoraj. Ten chłopak był dziwny. Nie. On był powalony. Uciekał przed kimś.. Boże jaka ja głupia byłam, że mu w to uwierzyłam. Wspominałam już, że jestem idiotką?
      W końcu przyszła pora na lunch, wzięłam sobie na tacę niewyglądające apetycznie spaghetti i wodę. Zapłaciłam za to i wzrokiem zaczęłam szukać mojego chłopaka, gdyby nie zaczął machać ręką pewnie w życiu bym go nie znalazła w tym tłumie. Przeciskałam się przez ludzi, a gdy w końcu znalazłam się przy odpowiednim stole, wypuściłam powietrze, które trzymałam w sobie przez dłuższy czas.
- Opowiadaj - spojrzał na mnie brunet, a ja nie wiedząc o co mu chodzi, więc posłałam mu pytający wzrok. - Mówiłaś w samochodzie, że chcesz mi coś powiedzieć.
- Aa no tak. Więc wczoraj ktoś się do mnie jakby włamał, ale to..
- Włamał?! - krzyknął, a duża część osób spojrzała na nas jak a idiotów, najchętniej zapadłabym się pod ziemię w tamtej chwili. - Jak to włamał? - zapytał już o wiele ciszej.
- Nie przerywaj mi to się dowiesz - przewróciłam oczami. - Ktoś wchodził przez okno od łazienki i ja byłam spanikowana i uderzyłam tego kogoś parasolką w głowę - Cam nic nie powiedział tylko zaczął się śmiać. - To nie jest śmieszne! No i on spadł i rozbił te dwa porcelanowe pudełka i już chciałam dzwonić na policję, gdy ten mi mówi, że uciekał.
- Powiedz mi, że w to nie uwierzyłaś.
- Wiesz, nie chcę się przyznawać, ale uwierzyłam - zamknęłam na dłuższy moment oczy, aby nie widzieć jego reakcji, jednak nic złego się nie wydarzyło. - No i potem poszłam po bandaż, wracam a go nie ma. Szukam go wszędzie i nic, potem idę do mojego pokoju, a ten tam coś ogląda, wyobrażasz to sobie?! - powiedziałam o ton głośniej i napiłam się gdy nagle usłyszałam jak ktoś krzyczy na całą stołówkę:
- Witajcie kochani! Wróciłem! - kojarzyłam ten głos, ale nie wiedziałam skąd. Gdy spojrzałam w tamtą stronę myślałam, że wypluję całą zawartość jamy ustnej.
- To jakiś pierdolony żart..

***
mam nadzieję, że się podoba! do następnego xoxo